Znowu pada. Ciekawe, czy tylko podleje przez dwa dni, czy będzie lało przez tydzień, aż zrobią się kałuże na polach. Lub jeziora… Temperatura ma spaść poniżej 15 stopni, a to oznacza, że moje pomidory mogą się spotkać z zarazą ziemniaka. Jednak nie o warzywach chciałam dzisiaj, a o kwiatach.
Wiosną (kiedy śnieg jeszcze zalegał i mróz trzymał) wymyśliłam sobie rabaty z roślin jednorocznych. Sądziłam, że po prostu posieję, przepikuję, posadzę, poczekam i będzie kwitło. Acha, akurat. Nie wzięłam pod uwagę, że działka, którą wypożyczam, może czasem mieć ziemię, której nie nawożono przez ostatnich… kilka lat? Zapewne. No i posiałam. Przepikowałam. Posadziłam. Czekam. Jest bardziej mokro, niż sucho, częściej zimno, niż ciepło. Gleba jest bardzo uboga w składniki, a to, co posadzę, żrą ślimaki! Strasznie mnie to denerwuje. Zaniosłam na działkę piękne roślinki, zahartowane, ciemnozielone, grube liście. Posypałam glebę mączką kostną. Do sadzenia dałam garść obornika granulowanego. Wzrost powolny, a liście jakby wyblakły. Żadnej żółtaczki tam nie widzę, niedoboru azotu raczej też nie. Może magnezu. Trudno – podlewam gnojówką z pokrzywy, może komuś uda się zakwitnąć. Klarkie mają problem z jakąś zgorzelą pędów – zasychają jedna po drugiej, to jest akurat bardzo dziwne. Szałwia – przetrwały dwie – nawet kwitną, niezbyt obficie, o kwiatach ciętych nie ma co marzyć.
Cynie zżarły ślimaki, przynajmniej większość, a było chyba z
sześćdziesiąt (cynii, nie ślimaków - tych zapewne było tysiąc)! Zostało może z 10. Wysiałam na próbę dwa tygodnie temu kolejną
partię – myślę sobie – skoro rozsada została zjedzona, to chociaż zrobię sobie
nową na miejscu. Podejrzałam u sąsiadów całe poletka – rozsadniki cynii i
postanowiłam mieć swoje mikropoletko. Owszem, nasiona wzeszły, były trzy
piękne rządki: cynie białe, różowe i bordowe. Co przyszłam na działkę, to
wydawało mi się, że jest ich mniej, ale myślę sobie: może wzeszły
nieregularnie. Niestety – przyjrzałam się ostatnio dokładniej, bo pomyślałam,
że chyba jednak wzeszło więcej, niż mam teraz. No cóż. Z ziemi wystaje kilka
sztuk z liścieniami i parą liści, a reszta to kikuty łodyżek. Ślimaki biorą
odwet za nagietkowy busz w grządkach warzywnych, ot co. Zrobię jeszcze jedną
próbę – posieję cynie w domu, na parapecie – wprawdzie jest już bardzo późno i
nie wiem, co sobie wyobrażam, że będę mieć cynie w październiku? Chyba tak…
Dosyć o cyniach, oto opis kolejnych przypadków:
Kleome – zrobiły się jasnozielone, chociaż wysadzałam
rozsadę ciemną. Podejrzewam brak składników lub złą dostępność. Rośnie bardzo
wolno.
Tytoń ozdobny – też rośnie wolno, chociaż ostatnio jakby
odżył. Zaraz po wysadzeniu rozsady został objedzony przez ślimaki i właściwie
spisałam go na straty, ale widzę, że te egzemplarze, które przeżyły, może do
jesieni zdążą zakwitnąć.
Wyżlin – rośnie bardzo powoli, ale rośnie i wygląda na to,
że ma się dobrze. Zobaczymy. Nie liczę na to, że osiągnie obiecaną wysokość 60
cm, ale gdyby tak urósł do 30 – 40 cm…
Werbena patagońska – z nasion raczej nie zakwitnie w tym
roku, albo ja mam za mało cierpliwości. Patrzę na nią, patrzę… niby rośnie, ale
nie widzę, żeby specjalnie jej się spieszyło. Zabezpieczę ją dobrze na zimę,
może uda jej się przetrwać i zakwitnie w przyszłym roku.
Na pocieszenie:
Groszek pachnący – baaaardzo długo „startował”. Rozsada
posadzona w połowie kwietnia w zasadzie nie zmieniała się do połowy maja, aż w
końcu zaczęła rosnąć. Muszę zrobić dodatkowe (wyższe) podpórki z gałązek, żeby pędy
miały po czym się wspinać i za tydzień będę mieć pierwsze kwiaty groszku – to
super, bo już nie mogę się doczekać.
Byliny – kupne: dzielżan, werbena patagońska, lawenda,
szałwia – nie obserwuję specjalnych skoków we wzroście, ale wygląda na to, że
wszystko idzie swoim (powolnym) rytmem. Lawenda i werbena zakwitną za chwilę,
mam nadzieję, że reszta towarzystwa dołączy po jakimś czasie.
Bardzo ładnie kwitną róże i zwykłe jednoroczne ostróżki
ogrodowe. Nasturcje, wprawdzie wątłe, ale też jakieś kwiatki mają. Zobaczymy.
Może jednak za wcześnie na lato w tym roku :-)
Miało nie być o warzywach… ale nie mogę się powstrzymać,
żeby przejść bez zachwytów nad tą sałatą…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz