Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gnojówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gnojówka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 czerwca 2014

Pierwszy dzień lata

Lato przyszło znienacka, a tu tyle zaległości!!! Zachwaszczona jestem po uszy, ale po trochu jakoś się z tego buszu wygrzebuję. Po drodze zrobiłam kilka obserwacji, którymi zamierzam się tu dziś podzielić.



Po pierwsze - co mi ładnie rośnie :-) Wiosną posiałam groszek w tutkach od papieru toaletowego, dzięki temu był wcześnie posadzony do gruntu i dość wcześnie zakwitł. Pierwszy raz posiałam groszek o bordowych (czy też fioletowych) strąkach, odmiany 'Blauwschoker'. Ma ładne, duże, różowe kwiatki i jest bardzo plenny. Strąki jak z obrazka - pięknie wyglądają na krzaku, fioletowe, z aksamitnym nalotem. Niestety, najważniejsza cecha tego groszku - smak - bardzo mnie rozczarował. Po pierwsze - miał to być groszek bez wyściółki pergaminowej, a nie był. Miał wyściółkę jak inne groszki, te nie - cukrowe. Po drugie - ziarenka, kiedy jeszcze były bardzo małe, można powiedzieć, że były nie najgorsze. Ale jak trochę podrosły... nie wiem, czy to ze względu na szybko wzrastającą zawartość skrobi w nasionach, czy inne czynniki - był niedobry, trochę gorzkawy, nie smakował mi i należy do wielkich tegorocznych zawodów. Widać nie wszystkie warzywa pięknie wyglądające, są również smaczne. W dodatku przy obieraniu strasznie farbował ręce :-) W przyszłym roku już go nie posieję, za to pozostanę przy 'Iłówieckim', który sprawował się bez zarzutu i był pyszny, bez wyściółki, ale niestety było go za mało - zjadłam cały prosto z krzaków :-)






Jeśli jestem już przy groszkach, to muszę się koniecznie pochwalić groszkiem pachnącym. Nasiona groszku dostałam w ramach wymiany Klubu Pożądanego Nasionka. Nie miałam pojęcia, co to za groszki - miała być mieszanka, więc posiałam wszystkie i czekałam, co z tego wyniknie. Zaczęły kwitnąć, i... są przepiękne! Większość dwubarwnych - płatki górne bordowe, a dolne - fioletowe. A pomiędzy nimi - rośliny o kwiatach białych. Podejrzewam, że te dwubarwne to odmiana 'Matucana', o bardzo intensywnym zapachu. Na razie ogławiam przekwitłe kwiatostany, ale na pewno zostawię sobie nasiona na przyszły rok. Na wigwamach z gałązek i na mojej gałązkowej pergoli wyglądają zabójczo.


W ogóle w tym roku kolory jakby ciemniejsze, z przewagą niebieskiego i fioletu. W zeszłym roku było różowo i biało, a teraz, ponieważ część roślin się nie udała z rozsady jednorocznych (kleome, tytoń ozdobny, kosmos), mam te, które się same wysiały (szałwia powabna, ostróżeczka, czarnuszka), no i kilka dzwonków dwuletnich - też fiolet i biel, chociaż w mieszance nasion były również różowe (tak zakładam...). Wystrzeliła moja wieloletnia ostróżka w pięknym granacie i kozłek lekarski - piękne, wysokie kwiatostany, wyglądają jak białe chmurki i niesamowicie pachną.



Nie chciałabym tak od razu psuć nastroju, po tych peanach na cześć kwiatów, ich kolorów i zapachów, ale dzisiaj i tak zepsułam atmosferę, podlewając wszystko gnojówką z pokrzyw i z ogórecznika. Pokrzywy zebrałam w pobliskich chaszczach, a ogórecznik sam się wysiał. Niestety, nie mógł dłużej u mnie przebywać, bo mam bardzo mało miejsca, a musiałam gdzieś posadzić paprykę. Miałam chyba z dziesięć dużych ogóreczników, tuż przed kwitnieniem. Trochę mi było szkoda go wyrzucać, ale co miałam zrobić - ogórecznika nie używam do jedzenia, a tych kilka kwiatków do sałatki... no cóż, nie można mieć wszystkiego. Pomyślałam sobie, że skoro żywokost się nadaje na gnojówkę, to czemu nie ogórecznik? jak pomyślałam, tak zrobiłam. I muszę powiedzieć, że o ile smród gnojówki z pokrzywy jest naprawdę śmierdzący, to smród gnojówki z ogórecznika... jeśli ktoś nie wierzy, niech sam sprawdzi. Podlałam, co trzeba i uciekłam gdzie pieprz rośnie. Śmierdzi w przybliżeniu jak gnojówka krowia, więc czułam się mniej więcej tak, jak kiedyś na pastwisku w Szwajcarii, gdy dziadek polewał pastwisko zaraz obok, gnojówką właśnie. Do tego miał gumowy kombinezon i wóz asenizacyjny, a nie rękawice i konewkę, ale zgodzę się, że skala była inna. Jedynie atmosfera bardzo zbliżona :-)


Rukolę zostawiłam - trochę na nasiona, a trochę ze względu na kwiaty - bardzo mi się podobają :-)

A na koniec trochę się poskarżę, wprawdzie od około tygodnia nie pada (też źle - trzeba podlewać), ale wcześniej padało dużo, a dzięki temu mam mniej do jedzenia: sałaty, pietruszki (szczerze mówiąc prawie wcale), ogórków (żadnego), dyni i cukinii (żadnej). Tak! Wszystkie ogórki, dynie i cukinie zostały pożarte! Wśród ślimaków najgorsze są te duże (pomrów wielki i ślinik luzytański oraz ślinik wielki), ale najbardziej podstępne - małe, pojawiające się nagle na przykład w czasie odchwaszczania - siedzą sobie spokojnie w glebie i tylko czekają, aż się zrobi chłodniej, ciemno lub mokro. Wypełzają i pożerają moje warzywa! Ogórki i cukinie pewnie da się jeszcze jakoś nadrobić, ale dynie... pewnie już nie. I tak posiałam nowe, ale zanim urosną... Mam nadzieję, że lato będzie bardzo długie.



Ostatnio była poskrzypka cebulowa, a dziś - warzywnica kapustna. Ładne te zwierzątka, na szczęście nie powodują u mnie dużych szkód (warzywnica nie ma specjalnie co jeść - jakieś wybujałe rukole i jeden jarmuż, cudem odratowany). Niestety cebulę zaatakowało pierwsze pokolenie miniarki porówki i cała cebula jest do wyrzucenia (są w niej już bobówki z drugim pokoleniem). W przyszłym roku: a) nie sadzę cebuli za wcześnie lub b) przykrywam gęstą siatką cebulę i pora. Miniarka do zdjęć nie pozowała. 




wtorek, 16 lipca 2013

Lato w pełnej krasie



Wystarczyło poczekać kilka tygodni i niektóre sprawy się wyjaśniły. Co nieco zakwitło, a wiele roślin urosło gwałtownie. Dynie i cukinie mają wielkie liście i pierwsze zawiązki owoców. Niektóre kwiaty są kwiatami męskimi – nie będzie z nich cukinii, ale zrywam kwiaty, wyrzucam z ich wnętrza mieszkańców – najczęściej chrząszcze słodyszka rzepakowego, nadziewam, obtaczam w cieście i smażę. Na dynie i cukinie jeszcze poczekam, ale się doczekam :-)



 



Lada moment za to spodziewam się zbioru ogórków. Zrobiłam coś w rodzaju rusztowania, z tyczek bambusowych i sznurka – nic skomplikowanego. Pędy ogórków  nie leżą na ziemi, tylko wspinają się po sznurku i tyczkach. Owoce będą czyste, nawet po deszczu. 
 


Wszystkie dyniowate są bardzo żarłoczne, więc (jeśli akurat nie padało…), podlewałam je gnojówką z pokrzyw, żeby ładnie rosły i były silne. Teraz muszę zmienić rodzaj gnojówki i przerzucę się na żywokost. Pokrzywy zawierają więcej azotu, który wzmacnia rośliny i przyspiesza wzrost, a żywokost – potasu, który wpływa na owocowanie. W przypadku dyniowatych chodzi wyłącznie o owoce, a nie o masę liści, chociaż tej i tak nie brakuje. Zauważyłam, że kilka dni po takim podlewaniu wzrost jest spektakularny, co oczywiście cieszy ogrodnika i wynagradza wąchanie smrodów rozsiewanych przez gnojówki. Smród gnojówki też jest spektakularny…



Ostatnio strasznie narzekałam, że nie będzie kwiatów jednorocznych, na które tak czekałam zimą i wiosną. I przez pół lata. Na szczęście są. Groszki, ostróżki, nagietki już od dłuższego czasu, ale widzę, że udały się też czarnuszki, smagliczka, szarłat zwisły i werbena patagońska. Czekam dalej, bo następnych kilka okazów ma rozkwitnąć, ale to jeszcze kilka tygodni. Ozdobne też podlewam gnojówką z pokrzywy, o czym poprzednio wspominałam, a nie wiedziałam jaki będzie efekt tych zabiegów. Otóż efekt jest bardzo dobry – zazieleniło się, rośnie, wypuszcza pączki. Wszystko jak należy.

 
Mam teraz problem z mszycami na fasolce szparagowej – tycznej. Planuję opryskać kolonie mszyc wywarem z czosnku. Można gnojówką z pokrzywy, ale mimo wszystko czosnek będzie miał lepszy zapach. Jeśli się nie uda, to będę musiała użyć silniejszych środków – od pokrzywy mszyce pewnie zdechną, ale co wtedy ze mną – nie wiadomo :-)


 
Tak czy inaczej – lato trwa, na trawie odbywają się pikniki śniadaniowe, a przy grillu – obiady i kolacje. Siedzimy sobie w niedzielne przedpołudnie, a zapylacze niestrudzenie pracują – kwiaty przyciągają pszczoły, pszczolinki i trzmiele. Cieszę się, że posiałam specjalnie dla nich facelię, którą uwielbiają, a przy okazji zatrzymają się na kwiatach ogórków, pomidorów i jeżyn. Teraz zapylacze mają swoje śniadanko – a my swoje.